“I że Cię nie opuszczę…”

…czyli książka o małżeństwie i związkach, z którą wiele razy musiałam się „pokłócić” gdy ją czytałam.

 

Fot. dobre-malzenstwo.pl

 

Pomimo to – bardzo się cieszę, że miałam okazję z nią się zapoznać. Była ona niezwykle interesująca dzięki przedstawieniu w niej małżeństwa w różnych kulturach, historii czy tradycjach. Moim zdaniem gdy wychowujemy się i dorastamy w jednym miejscu na świecie często automatycznie przejmujemy taki model rodziny, jaki nas nauczono i jaki panuje wokół. Oczywiście poddajemy go swojej „obróbce” i dopasowujemy do naszych ideałów, ale jest on mniej więcej zbliżony do wizji osób żyjących w tym samym środowisku. Po przeczytaniu tej książki miałam okazję poznać jak odmienne od naszego jest przeżywanie małżeństwa w innych częściach świata.

 

Celowo jednak nie dodajemy tej publikacji do naszych polecanych KSIĄŻEK dla małżeństw, ponieważ z wieloma rzeczami, myślami i wnioskami po prostu się nie zgadzam. Właściwie tak bardzo mnie to nie dziwi, ponieważ z autorką Elizabeth Gilbert dzieli nas spora różnica wieku, ogrom kilometrów (a co za tym idzie – różnica kulturowa) oraz różne podejście do wiary.

 

Kilka przemyśleń (nie zawsze bezpośrednio samej autorki) było jednak dość inspirujących. Poniżej jedno z nich:

 

„Poeta Jack Gilbert (niespokrewniony ze mną, co z żalem stwierdzam) napisał, że małżeństwo jest tym, co zdarza się »pomiędzy momentami godnymi zapamiętania«. Powiedział, że często wspominamy małżeństwo po latach, może po śmierci współmałżonka, i jedyne, co jesteśmy sobie w stanie przypomnieć, to »wakacje i sytuacje kryzysowe«, chwile najlepsze i najgorsze. Reszta rozmywa się w jednakową codzienność. Tymczasem to właśnie mglista codzienność, przekonuje poeta, składa się na małżeństwo. Małżeństwo  j e s t  tymi dwoma tysiącami niczym niewyróżniających się rozmów, prowadzonych przy dwóch tysiącach niczym niewyróżniających się śniadań, podczas których zażyłość obraca się niczym powolne koło. Jak zmierzyć wartość bycia dla kogoś tak bliskim… tak całkowicie znanym i tak nieprzerwanie obecnym, że stajemy się niemal niewidoczni i niezbędni jak powietrze?1

 

Fragment ten trafił do mnie szczególnie dlatego, że przypomina nam o tej wspólnej, często pomijanej, codzienności. My zwykle staramy się ją dostrzegać i doceniać – o czym zresztą wspominaliśmy już kiedyś w jednym z naszych WPISÓW. Ale nie zawsze. Czasem zostaje ona przytłoczona „chwilami najlepszymi i najgorszymi”, a wtedy schodzi na dalszy plan. Myślę, że warto wciąż na nowo sobie uświadamiać co najbardziej składa się na nasze małżeństwo…

 


1 Elizabeth Gilbert, I że cię nie opuszczę… czyli love story, Poznań 2010, s. 247-248.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*